Czy mama może być moim coachem?

Chce schudnąć. Chce biegać. Chce być wolny finansowo. Chce się rozwijać.

A jeżeli zamiast chcieć, zaczniemy myśleć nad wartościami, celami i ideami, jakie nam przyświecają? Albo, jak zaczniemy myśleć, jaki będę ja, co się we mnie zadzieje zmieni, co się zmieni bezpowrotnie, jeżeli moje chce zrealizuje się i urzeczywistni? Jeżeli zaciężne siebie w stan, w którym się to zmieniło, pobędę tam, i zacznę szukać tego, kim mogę być, czy to jest to, co mnie spełnia i realizuje? Czy to daje mi szczęście?

Żyjemy w galopujących czasach, w których dziesięć lat, jest przepaścią, na jej krańcach stoją ludzie inaczej wyposażeni w wartości, ideały, cele, a nawet inaczej wyposażeni technologicznie, który w coraz większym stopniu determinuje ich jestestwo. Widać to na przykładzie ewolucji prędkości, kiedy przez setki lat rydwan był najszybszym transportem, Egipcjanie nieco go unowocześnili, ale to niewiele w stosunku do tego, jak później ewoluowały sprawy. Powóz, później parowóz, samochód, loty w kosmos, ostatnie sto pięćdziesiąt  lat, to od pokonania magicznej granicy stu mil na godzinę do lotów kosmicznych po kilkadziesiąt rayz syzbciej od dwiku. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna przemieszcza się w przestrzeni z prędkością ponad 7 kilometrów na sekundę!

Kiedyś były czasy, kiedy jeden człowiek mógł posiąść całą naukę swojej cywilizacji. Przyszły czasy, w których jedna osoba mogła być mistrzem w jednej dziedzinie, jednak nadal mieć wiele różnych specjalizacji.  Kopernik był astronomem, lekarzem, prawnikiem, ekonomistą (i kobietą!). Dzisiaj samych dziedzin nauki jeszcze więcej, sprawiając że toniemy w morzu informacji. Idąc na studia w połowie XIX wieku, do końca życia mogło korzystać się ze zdobytej wiedzy, jednak już w czasach rewolucji przemysłowej czas zaczął dramatycznie przyśpieszać, żeby dojść do sytuacji, kiedy jedno pokolenie, musiało się wszystkiego uczyć od nowa. Druga wojna światowa była niczym epidemia nowości, jak świat wyszedł z oszołomienia okrucieństw tych 6 lat i ludzie zaczęli wracać do normalności, to przemysł poszybował w taki sposób, że dzisiaj kończąc studia nasza wiedza już jest właściwie do kosza. Pozostała nam jedynie stara dobra filozofia.

Czy zbliżamy się do momentu w którym pojedyncze ludzkie życie było widzem tak wielu i tak ogromnych zmian, że będą one nie do ogarnięcia przez jednostkę? Czy nasze dzieci, które przychodzą na świat, będą potrafić z nami szczerze rozmawiać? Pewien  Amerykanin, który w latach 60 XX wieku wieszczył nadejście społeczeństwa hiperprzemysłowego i ogólnego upadku moralności ludzkiej, jednak do dzisiaj się to nie wydarzyło. A jednak pytanie powraca. Czy my sami rozumiemy siebie w czasach, w których żyjemy? Czy mamy jeszcze w garści uniwersalne przymiotniki, czy tylko ogólniki? A może ani to, ani to? A przecież mamy kilka wspólnych potrzeb, znanych każdemu na ziemi, jak chociażby potrzeba szczęścia, miłości, bycia wysłuchanym, czy bezpieczeństwa.

W tym miejscu uważam, że jest przestrzeń dla czegoś spójnego, co zacznie zwracać uwagę na pytania, z początku tego tekstu. Choaching jest moją propozycją, jednak nie upieram się przy nazwie, ale ścisłym sposobie realizacji, żeby zrozumieć siebie w zmieniającym się otoczeniu, zadaniu sobie samemu pytań, które pozwolą mi samemu zrozumieć siebie w obliczu nadchodzących zmian. Czy one mają się wydarzyć za naszego życia, czy ludzi, którzy dopiero przyjdą na świat, to nie możemy zapominać, że to my budujemy ciągle świat dla naszych dzieci i wnuków. Nie mówię tu o wychodzeniu ze strefy komfortu czy jakiś bajkach, które mają sprawić, że będziemy bardziej szczęśliwi, bogaci, czy lepsi w biznesie. Mówię o tym, co ludzie robili od wieków. Właściwie, co myślący ludzie robili od wieków- czyli zadawali sobie ważne pytania na swój własny temat, swojego otoczenia, starali się zrozumieć to wszystko, a dzięki temu często spotykali prawdę. Dzisiaj wszystko ucieka, a coaching jako rozmowa z kimś bezstronnym może być, jak przekłucie bańki, która nie ma czasu sama się przekłuć, albo po prostu poluzować.

Przyjaciel, sąsiad, rodzina, lokalny prawdziwy autorytet- powinien być coachem dla siebie. Powinniśmy umieć w najbliższym zaufanym otoczeniu rozmawiać o rzeczach ważnych, głębokich, życiowych i korzystać z każdej okazji, by poruszać tematy trudne, ale tożsame dla wszystkich, jak śmierć, smutek, wstyd. Zamiast tego chcemy schudnąć, mieć lepszy samochód, pracę, piękne zdjęcia na fejsie.  Liczę, że cegłą w stronę zmian, o których piszę, będą wywiady, które niebawem ukażą się na stronie.

 

Dodaj komentarz