Jak skrytykować i nie zginąć?

Lekkość bytu, pozytywne nastawienie do świata, dziecięca radość, to tylko kilka z cech określających Siódemki. Jednak pod płaszczem uśmiechu kryje się cecha, która społecznie jest mniej akceptowalna – narcyzm.  Siódemki, to naturalne dusze towarzystwa, które w odpowiednim środowisku mogą brylować w pracy, na imprezie, czy po prostu w towarzystwie. To, co stoi jednak za tymi zachowaniami, to właśnie poczucie własnej wyjątkowości, wyższości, ogólne skupienie się na sobie. Mimo, że te i inne cechy mogą być utajone, ukryte, lub wyparte, to są stałym – codziennym elementem życia Epikurejczyka.

Opinia szefa o raporcie jest brana, za odczyt wyroku śmirci, uwaga na temat spodni, jako krytyczne spojrzenie na cały styl, komentarz na temat wypowiedzianego zdania, jako negatywna recenzja całej osoby. Jak można żyć z wiecznymi fochami, obrażaniem, czy naburmuszeniem? Powiem krótko – trudno! Mi przynajmniej było trudno do czasu, kiedy nie zacząłem pracować nad kilkoma obszarami swojego życia, które właśnie chce omówić.

 

Co do tego ma krytykowanie? Otóż (czego sam jestem dowodem)? Skrytykowanie Siódemki, choćby w sposób pośredni, często dostrzegalny tylko dla „skrytykowanej” osoby, wiąże się z przykrymi konsekwencjami dla niej samej i czasem dla krytyka. Im bardziej Siódemka wychylona w stronę Szóstki, tym bardziej krytyka będzie wywoływała ucieczkę do wewnątrz, oddalenie się, lub podburzenie własnej wartości. Z kolej wychylenie w stronę Ósemki daje więcej siły udowodnienia na siłę, że to nie prawda, zamiast skupienia się na powodzie. Siódemka bez skrzydła, może z krytyki sobie nic nie zrobić i najwyżej obrazi się na drugą osobę.

Poczucie wartości Siódemki, mimo, że wydaje się wysokie i pewne, zawiera często w sobie zdanie pod tytułem „nie jesteś wystarczająco dobry”. Duża odległość od centrum Emocji sprawia, że negatywne stany nie są przeżywane w sposób pozwalający się z nimi uporać, a zamiast tego zamiatane są na później pod dywan. Przybierają one później różną formę, kiedy pod dywanem zabraknie miejsca. Mogą przerodzić się w złość, uzależnienie, albo całkowicie podburzyć poczucie pewności.
Co z tym robić?
Podstawowym obszarem do pracy nad sobą będzie pewność siebie, oraz poczucie swojej wartości. Chodzi tutaj o to, by dotrzeć do momentu, w którym jestem siebie w stanie dość wąsko zdefiniować, co jest sytuacją dość skrajną, ze względu na naturalne dążenie do wolności i nieśmiertelności Siódemek.
Poznanie swoich mocnych i słabych stron. Mocne i słabe strony powinny zostać poeksplorowane, uświadomione i zaakceptowane.  Dotyczy to – paradoksalnie – mocnych stron, w przypadku słabych chodzi bardziej o wytypowanie tych prawdziwych, bez wszystkich, które są doczepione, lub wymyślone. Dobra sesja z coachem, podczas której klient stworzy listę akceptowalnych przez niego mocnych stron będzie drogą do osiągnięcia wewnętrznej akceptacji.
Kolejnym elementem będzie akceptacja i świadome przeżywanie tych emocji, które nie służą zabawie, ani tworzeniu nowych doznań. Chodzi tu w pierwszym kroku o smutek i żal, które nie przeżywane świadomie utwierdzają w poczuciu, że nie zasługuje się na wiele. Żal i smutek, często obce Epikurejczykowi, zabierają siły potrzebne do przeżywania kolejnych przygód.
Złość – znalezienie uzasadnienia dla złości, ale bez agresji. Złością w tym rozumieniu jest dla mnie odmówienie komuś stanowczo w sytuacji, kiedy jest to ciężkie, ale czuję, że tak powinienem zrobić. Złość daje przestrzeń, w której może funkcjonować. Jednak chodzi również o poznanie sytuacji, w której ja jestem ok i ty jesteś ok – w myśl koncepcji analizy transakcyjnej, która zawiera właśnie taki element.
Później pozostaje poradzenie sobie z lenistwem (które tak na prawdę jest ukrytym strachem, ale o tym napiszę innym razem), kiedy Siódemka usłyszy zewnętrznym uchem: „Nie miałeś ugotować kaszy tylko ryż”, wewnętrzne ucho usłyszy: „nie nadajesz się nawet do gotowania,  musisz nad sobą jeszcze popracować” – to wystarczy. RIP. Game over i hasta lavista. Dlaczego? Uruchomiły się dwie kwestie.  Pierwsza to automatyczne wkroczenie skryptu, pod tytułem Ty jesteś ok Ja (Siódemka) nie jestem ok. Z kolei druga sprawa, to fakt, że trzeba popracować. A jakby ktoś nie wiedział praca, do tego systematyczna dla Siódemki, to woda święcona na diabła, ucieka od niej, w sposób nieświadomy wybiera drogę dłuższą, ale krótszą.

Ćwiczenie na koniec – dla Siódemek.

Poproś bliską osobę, której ufasz, żeby stanęła kilka metrów przed Tobą. Niech weźmie piłkę, i nada jej określony stan -krytykę, pochwałę, lub stan neutralny – następnie niech rzuca ją do Ciebie. Twoim zadaniem jest podjęcie decyzji w trakcie lotu piłki, czy ją łapiesz, czy nie. Decyzja jest dowolna, zależna tylko od Twojego widzimisie – jak złapiesz, to przyjąłeś to, co leciało, jak się odsuniesz, to odsuwasz się od tego również. Niech rzucający wkłada swoją intencję szczerze, oraz zapisuje, kiedy złapałeś, a kiedy nie, oraz co było w piłce. Obserwuj siebie i zastanów się, czy ty naprawdę tego wszystkiego potrzebujesz i chcesz?

Czyj jest mój głos?

Kto mówi, kiedy mówię ja?

Kiedy mówię, to wy po wia dam słowa, tworzę dźwięk, który przenosi obraz, intencję, ukazuje mnie, coś wnosi do świata drugiego człowieka.  Kiedy mówię, to kto tak naprawdę mówi? Słowa wypowiadają moje usta, to rzecz jasna, nawet głową stworzyła myśl, którą ja zwerbalizowałem.

Jak często jednak każdy z nas słyszy swój własny głos i co ważniejsze – słyszy własne myśli w trakcie ich wypowiadania. Nie mam tu na myśli rozumienia tego co mówię. Chodzi tutaj o świadomość i spójność tego, co właśnie jest wypowiadane o prawdziwe poczucie słów i siebie samego. Jest pewna technika zwana świadomym mówieniem, jednak proponuję zacząć od czegoś prostszego .

Usiądź sam, najlepiej w pomieszczeniu w którym nikt cię nie usłyszy. Niech będzie ci na tyle wygodnie, że nic cię nie rozproszy. Teraz zacznij wypowiadać swoje imię. Tak, jakbyś wtorek kogoś po drugiej stronie ulicy, jak znajomego, którego dawno nie widziałeś, a który jest po drugiej stronie ulicy. Wojak tak uparcie i bez przerwy raz za razem, powoli, ale bez przerwy między jednym a drugim zawołaniem. Niech ćwiczenie trwa 10-15 min., a nim się spostrzeżesz twój głos zacznie być, jakby nie twój. Usłyszysz kogoś jeszcze, kto woła cię uporczywie.

Dzień dobry

Każdy ma moment w życiu, kiedy czujemy, że trzeba coś zmienić, naprawić, a może po prostu zrozumieć i zaakceptować. W tych działaniach i poszukiwaniach nie musisz być sam. Jeżeli uważasz, że chcesz spotkać się z kimś, kto bezpiecznie przeprowadzi Cię przez proces, który może być trudny, lub nawet bolesny, to zapraszam na spotkanie indywidualne, w spokojnej i bezpiecznej atmosferze.